Smocze opowieści

Święty Stanisław i największa polska kropielnica

Jest rok 1079. Na tronie polskim od trzech lat zasiada król Bolesław Śmiały, zwany również Szczodrym. Biskupem krakowskim jest natomiast Stanisław ze Szczepanowa, małej wioski leżącej pod Brzeskiem. Obaj są ze sobą w konflikcie, choć wcześniej mieli dość przyjazne relacje. Jak pisze Gall Anonim, źródłem niesnasek miało być okrutne traktowanie rycerzy, którzy opuścili króla podczas wyprawy na Ruś Kijowską.

Prześladowań też doświadczały niewierne żony wojów, którym na znak pohańbienia Bolesław kazał przystawiać szczenięta do piersi. Stanisław miał ekskomunikować władcę, ten zaś uważał biskupa za zdrajcę, który powinien zostać skazany na obcięcie członków. Do krwawych zdarzeń miało dojść 11 kwietnia. Stanisław odprawiał mszę w kościele na Skałce. Wtem został kilkakrotnie uderzony mieczem w głowę i skonał. Po śmierci jego ciało miało zostać rozczłonkowane i rozrzucone i wystawione ku pohańbieniu na widok publiczny. Na końcu wrzucone do pobliskiej sadzawki. I wtedy miał się wydarzyć cud. Przed ciałem zamordowanego biskupa pojawiły się cztery orły, które pilnowały ciała przed zbeszczeszczeniem. Miały też rozrzucone członki sprowadzić w jedno miejsce, a ciało męczennik miało się w cudowny sposób zrosnąć, co z czasem interpretowano jako proroctwo zjednoczenia się rozbitego na dzielnice Królestwa Polskiego. Woda w sadzawce, którą obudowano w XVII i XVIII wieku i w jej centrum umieszczono pomnik świętego, ma mieć charakter leczniczy i pomagać  tym, którzy niedomagają na oczy i choroby skóry. W istocie jest to woda silnie nasączona szczawianami i siarkowodorem, stąd jej charakterystyczny zapach i właściwości. A sama sadzawka nazywana jest „Kropielnica Polski”.

Z konfliktem król – biskup związana była jeszcze jedna legenda. Otóż, na skutek rzuconej klątwy, żaden z kolejnych władców Polski czy biskupów krakowskich nie powinien nosić imienia Stanisław. I coś na rzeczy było, bowiem dwaj królowe noszący to imię – czyli Stanisław Leszczyński oraz Stanisław August Poniatowski, nie dość, iż nie byli koronowani na Wawelu, to również w nekropolii królów Polski nie spoczywają. A ich rządy do najbardziej fortunnych nie należały. Z kolei jedynym duchownym o imieniu Stanisław był biskup Stanisław Dąbski, który sakrę przyjął w 1700 roku, jednak po kilku miesiącach zmarł. Czy klątwę po latach ściągnął kardynał Stanisław Dziwisz? To oceni już historia. W każdym razie tradycją stało się, iż po koronacji każdy król pieszo pielgrzymował z Wawelu na Skałkę, co miało być formą pokuty kolejnych monarchów za zbrodnię popełnioną w 1079 roku. A w niedzielę podczas oktawy uroczystości stanisławowskich, czyli w okolicach 8 maja ze Skałki wyrusza uroczysta procesja z relikwiami świętego na Wawel.

A Bolesław Śmiały? Niedługo po dokonanym crimen musiał uciekać z kraju. Błąkał się po różnych miejscach aż w końcu znalazł – też według legendy – przystań w klasztorze Osiek w Karyntii, gdzie zmarł. Jedni mówią, że na skutek pomieszania zmysłów, inni, że został otruty. Jego grobowiec nie zachował się do naszych czasów.

Dodaj komentarz