Smocze opowieści

„Historia żółtej ciżemki”

Jest rok 1867. W Bazylice Mariackiej trwają prace renowacyjne nad jej największym skarbem, którym jest ołtarz główny dłuta Wita Stwosza. Podnosząc jedną z lipowych figur, znaleziono za nią zakurzoną i zniszczoną upływającym czasem żółtą ciżemkę. Taki mały bucik z wydłużonym noskiem, zwane były „poulaine” albo „poleyn”, gdyż wynaleziono je w Polsce, dokładnie zaś w Krakowie. Były to buty płytkie z krótką cholewką, sięgającą maksymalnie kostki. Podeszwę miały płaską, bez obcasa. Wykonywano je z welwetu i skóry. W wersji luksusowej były obszywane złotą nicią i wysadzane drogimi kamieniami. Każdy but był innego koloru.

Tak zrodziła się jedna z najciekawszych krakowskich legend. Jej bohaterem stał się pochodzący z Poręby koło dzisiejszej Alwerni biedny wieśniak Wawrzek, który jednak otrzymał od losu piękny talent – umiejętność rzeźbienia w drewnie. Swojej pasji oddawał się nawet przy pasieniu krów. Razu pewnego nie dopilnował inwentarza i bydło weszło w szkodę – na pole proboszcza. Wystraszony śmiertelnie chłopiec postanowił nie wracać do domu i uciekł do Krakowa. Tam przygarnął go jeden z księży, mówią, że był nim św. Szymon z Lipnicy, który miał go oddać na służbę do słynnego kronikarza Jana Długosza. Ów, i widząc jego niepospolite umiejętności oddał go z kolei pod opiekę Wita Stwosza, który pracował nad ołtarzem w Kościele Mariackim. Chłopiec szybko wkradł się w łaski mistrza, który dopuszczał go do rzeźbienia coraz poważniejszych fragmentów arcydzieła.

W 1961 roku na bazie owej legendy powstał film „Historia żółtej ciżemki”. Reżyserował go Sylwester Chęciński – ten od trylogii o Kargulach i Pawlakach czy „Rozmów kontrolowanych”. To był jego debiut reżyserski. Obsada była iście gwiazdorska. Rolę Wawrzka otrzymał liczący ledwie 11 wiosen Marek Kondrat, który po raz pierwszy pokazał się jako aktor. Wita Stwosza zagrał Gustaw Holoubek. Na ekranie mogliśmy zobaczyć także Beatę Tyszkiewicz, Bronisława Pawlika czy Bogumiła Kobielę. Jako kanwa scenariusza posłużyła powieść pod tym samym tytułem, którą w 1913 roku napisała Antonina Domańska.

W tej wersji, Wawrzek o ciżemki miał osobiście poprosić króla Kazimierza Jagiellończyka. Wręczyła mu je córka monarchy. W czasie odsłonięcia ołtarza Wita Stwosza o mały włos nie doszło do skandalu. Okazało się bowiem, że rzeźba św. Stanisława Szczepanowskiego, biskupa krakowskiego jest bez pastorału. Ot, czyjeś zaniedbanie. Bohaterski Wawrzek w ostatniej chwili dołącza świętemu ów atrybut, ale przy wspinaczce na ołtarz gubi but.

Z jednej strony jest zrozpaczony, bo traci swój wymarzony ubiór, z drugiej rozpiera go duma, gdyż udało mu się uratować całą uroczystość…

Dodajmy, że według innych przekazów, ciżemka miała należeć do królewicza Zygmunta Augusta lub nawet… żony Kraka – Wiślanki.

Dodaj komentarz